LiceumOgólnokształcące im. Adama Mickiewicza w Strzyżowie

„Przez tę szkołę cudowną, niezwykłą, oszalałem…”

W taki sposób, parafrazując ponadczasowy hit zespołu Akcent, uczniowie Liceum Ogólnokształcącego w Strzyżowie witali swoich młodszych kolegów, którzy przyjechali bądź przyszli na Dzień Otwarty liceum z gimnazjów w Wysokiej Strzyżowskiej, Żarnowej, Godowej, Wiśniowej, Dobrzechowie, Frysztaku, Stępinie i Strzyżowie. Co prawda wydawać by się mogło, iż odwoływanie się do kultury disco polo nie przystoi uczniom tak szacownej, ponadstuletniej szkoły, jednak sposób, w jaki to czynili – pomysłowość, inwencja, wielkie poczucie humoru i autoironia, bronią ich przed takimi zarzutami. Mało tego – był to dobry przykład na umiejętność pracy z tekstem, co dobrze rokuje przed zbliżającymi się egzaminami maturalnymi.
Ponad 220 gimnazjalistów, którzy – zainteresowani ofertą edukacyjną LO – przybyli, by „od środka” przyjrzeć się szkole, poczuć jej niepowtarzalny klimat, szczerze porozmawiać z licealistami o „blaskach i cieniach” nauki na poziomie ponadgimnazjalnym i już w kwietniu dowiedzieć się, który nauczyciel to „kosa”, a z którym „można się dogadać”, swoje spotkanie ze strzyżowskim LO rozpoczęło w szkolnej auli. Tam wysłuchali krótkiej przemowy pani dyrektor Zofii Zając, eksponującej nowoczesność szkoły, ale też wartości płynące z długiej jej tradycji, a następnie wzięli udział w pokazie możliwości artystycznych strzyżowskich licealistów. Brawurowy program, w obfitości prezentujący przeróbki polskich szlagierów (wspominany Akcent nie był tu wyjątkiem…), zawierał też sporą dawkę kabaretowego humoru, aluzyjnie odnoszącego się do edukacji: od bohaterek jednego ze skeczów można było się na przykład dowiedzieć, że „oświecenie to jest coś «na prund», a podstawą jej wiadomości o epoce odrodzenia było posiadanie córki.
Gimnazjalna młodzież bawiła się bardzo dobrze, niemniej spotkanie w auli nie było jedyną atrakcją Dni Otwartych. Po podzieleniu na grupy, prowadzeni przez świetnie zorganizowanych szkolnych wolontariuszy, nasi przyszli uczniowie (co do tego nie ma wątpliwości!) odwiedzili klasopracownie: biologiczną, chemiczną, fizyczną, informatyczną i języków obcych, by uczestniczyć w nich w tematycznych prezentacjach. A te przedstawiały się naprawdę imponująco. Na przykład młodzi fascynaci nauk biologicznych mogli czuć się usatysfakcjonowani, jako że zarówno nauczyciele, jak i licealna młodzież współprzygotowująca pokazy, podeszła do nich z „sercem na dłoni” i zaprezentowała „bogate wnętrze”. Skąd cudzysłowy? Biolodzy okazali się bowiem także niezłymi humanistami, stosując dość makabryczną grę słów: „serce na dłoni” należało potraktować zatem nie tylko jako piękną metaforę, ale… dosłownie, gdyż uczniowie mogli zapoznać się z budową serca świńskiego i indyczego i to na pierwszorzędnym materiale, rano dostarczonym wprost z ubojni. Podobnie rzecz się miała z „bogatym wnętrzem”, które okazało się być poznawaniem budowy wciąż świeżego, choć już martwego pstrąga. Początkowe zdziwienie szybko ustąpiło naukowej pasji – taka lekcja biologii mogła przypaść do gustu nawet najbardziej opornym na tego rodzaju wiedzę.
Równie ciekawie było w pozostałych miejscach odwiedzanych przez gimnazjalistów. Wśród fizycznych rozmaitości przygotowanych przez pasjonatów nauk ścisłych były między innymi doświadczenia z ciekłym azotem, prezentujące co dzieje się z różnymi materiałami w temperaturze -196 stopni Celsjusza. Kruche jak szkło liście sałaty i kwiaty, rozpadające się przy uderzeniu, w rankingu zainteresowania znalazły się zdecydowanie na pierwszych miejscach. Okazało się zresztą, że fizyka może być fascynująca nie tylko dla znawców wszelakich praw organizujących wszechświat – obok ćwiczeń z generatorem van de Graaffa czy pompą próżniową znalazły się także znacznie bardziej swojskie i bliskie – „kaczka kiwaczka” czy skarbonka iluzjonisty. W nieodległej sali do nauki informatyki można było natomiast poznać tajniki programu, który na podstawie prostych pytań wymagających odpowiedzi „tak” lub „nie” potrafił „czytać w myślach” oraz wziąć udział w rozwiązywaniu logicznych łamigłówek. Konwencję połączenia nauki z zabawą dostrzec można było także w sali chemicznej, gdzie nie tylko „produkowano” sztuczną krew, mającą szansę stać się hitem spotkań nastolatków, ale także przygotowywano pięknie pachnące i jeszcze lepiej myjące kule do kąpieli, które młodzież mogła zabrać ze sobą. Szkoda tylko, że nie udało się na nich umieścić logo szkoły .
Nauczyciele języków obcych wraz z pomocnikami, wykorzystując specyfikę nauczanych przedmiotów, zaproponowali gimnazjalistom udział w quizach językowych, w których obco brzmiące słowa mieszały się z pięknymi strojami odsyłającymi do obcych kultur i języków. Młodzież bawiła się w sali A12 wyśmienicie, a głośne salwy śmiechu wywoływały zwłaszcza „łamańce” językowe, które gimnazjaliści powtarzali za prowadzącymi.
I na koniec puenta – choć szkolni artyści w swym programie prowokowali, śpiewając o egzaminie maturalnym na melodię utworu zespołu Brathanki: „po co ja się martwić mam, większość zdaje, ja też zdam”, to gimnazjaliści dowiedzieli się raczej, iż dzięki edukacji w strzyżowskim liceum, za trzy lata będą mogli zaśpiewać nieco inaczej: „Dzisiaj mamy wielką chęć, by maturę zdać na pięć/ A gdy więcej trzeba dać, to na szóstkę też nas stać”. Czego i im, i sobie życzymy.
Organizatorzy
27.04.2018